HISTORIA WILLIAMA MORRISA, część 5.

Mężczyźni szybko wyszli. Dziwna wizyta pozostawiła nam więcej pytań niż odpowiedzi. Cel podróży był teraz jasny, mieliśmy udać się do nowej krainy zwanej “Republiką Narodzin”.

Przez dłuższy czas płynęliśmy kursem, który wyznaczyli nam ci ludzie. Butler zauważył: “Dzięki Bogu, że natknęliśmy się na tych ludzi i możemy udać się na Bezpieczne Ziemie. Nie sądzę, byśmy mieli tyle szczęścia, gdyby to był inny statek. Pamiętajmy, że są ludzie, których zostawiliśmy za sobą (na znanych nam kontynentach) – bardzo potężni ludzie, którzy nie chcą, abyśmy mogli żeglować po tych wodach i wiedzieć o tym wszystkim. Poczekaj, aż dotrzemy do Republiki Rodyjskiej tak szybko, jak to możliwe, a wtedy zrozumiesz więcej na temat tej sytuacji. Cieszę się, że przekroczyliśmy lodowe mury, podróż dopiero się rozpoczęła moi przyjaciele. Czas zrozumieć, że znajdujemy się w strefie działań wojennych.

Ostatnie zdanie sprawiło, że zaniemówiliśmy, wszyscy jednogłośnie zapytaliśmy: “W strefie wojny?”.
W strefie wojny? Jakiego rodzaju wojnie? Krzyczeliśmy jeden na drugiego”. Pytania zostały skierowane do kapitana, który odpowiedział na wszystkie słowami: “Towarzysze, udajmy się na te Bezpieczne Ziemie, wszystko będzie jasne, gdy tylko zadokujemy”.

W miarę oddalania się od ścian Antarktydy (około 30 dni rejsu) temperatura ulegała znacznym zmianom. Okolicę ogarnął łagodny klimat, zaczęły pojawiać się różnego rodzaju ptaki i roślinność w wodach, które były teraz bardziej przejrzyste.
Miałem przeczucie, że nieco zapomnieliśmy o zdaniu kapitana, że znajdujemy się w strefie działań wojennych.

Pewnej jasnej nocy zobaczyliśmy różne światła w oddali, zbliżające się ze wschodu na zachód, oświetlające naszą drogę i nasze nadzieje w bardzo ciemną noc. Butler obserwował naszą grupę, która była zdumiona pięknem tych świateł. Miasto, które widzieliśmy w oddali, było ogromne i ciche, wyglądało jak elektryczny świat z książki Thomasa Browna.

Dotarliśmy do portu, który wyglądał jak duże i nowoczesne miasto, czekając na przyjęcie. W niecałe dwie minuty podeszło do nas kilku oficerów i przywitało nas z wielkim szacunkiem: “Witamy w Republice Rodos” – powiedział jeden z nich, witając Butlera.

“Cieszymy się, że odwiedziłeś nasze ziemie, zostaliśmy poinformowani, że przybywasz, ale wciąż nie mogliśmy w to uwierzyć, dopóki cię nie zobaczyliśmy. Twoja wizyta jest tak rzadka, że aż niemożliwa. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy cię przyjąć, powiedział”. Butler podziękował mi w imieniu całego statku i przedstawił mnie jako jego właściciela.

Wciąż nie mogłem w to uwierzyć. Jesteśmy tutaj, w krainie za Antarktydą, i witają nas mieszkańcy tego nowoczesnego miasta.

Z książki Nawigator, który przekroczył lodowe ściany

152
ZRODLO ARTYKULU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *