HISTORIA OLAFA JANSENA (3). część

Trzeciego dnia naszej nordyckiej podróży do „dobrej krainy” natrafiliśmy na małą wyspę. Wyruszyliśmy na dzień i zwiedziliśmy jego terytorium. Na wyspie nie rosły drzewa, ale na północnym wybrzeżu odkryliśmy pływające ułożone pnie drzew o długości około 12 metrów.

Dzień 2 kontynuowaliśmy nasz rejs. Zamiast oczekiwanego chłodu było naprawdę ciepło i dużo przyjemniej niż gdy 6 tygodni temu płynęliśmy Norweskim Hammerfest. Zdrzemnąłem się po małym posiłku i obudził mnie wielka śnieżyca. Nad morzem była dziwna czarna mgła a nad nią kolejna biała jak para albo chmury. Absolutnie nic nie widzieliśmy, a ojciec rozkazał nam przywiązać się do okopu. Burza trwała kilka godzin i usunęła 1/3 naszych zapasów i pojemników na wodę pitną ze statku.

Słońce świeciło tak jasno po burzy, że myśleliśmy, że jesteśmy na południowych szerokościach geograficznych zamiast na północy. Słońce poruszało się po niebie, jego ścieżka i wzniesienia były coraz bardziej widoczne z dnia na dzień. Morze było zielone, a niebo fioletowe.

Próbowałam zapomnieć że chce mi się pić i tak wlałam wodę morską do wiadra aby umyć twarz. Kiedy woda sięgnęła do moich ust, dowiedziałam się, że nie jest słona!! Ja i tata dowiedzieliśmy się, że pluliśmy na świeżą wodę. Napełniliśmy miski.

Nasz strzelec kompasu zachowywał się dziwnie. Po kilku dniach znów skończyła nam się woda, a gdy napełniliśmy pojemniki, okazało się, że woda znów jest słona.

Pewnego dnia tata obudził mnie i powiedział, żebym spojrzała w horyzont. Było “odbicie Słońca”, ciemnoczerwone do brązu “dymione i sztuczne” Słońce które nie przypominało Słońca poza okrągłym kształtem. Czasami świeciło, jakby odbiło za nim jakieś duże światło.

Zgodziliśmy się z ojcem, że to nie jest odbicie naszego normalnego Słońca, a raczej jakiś inny obiekt.

Następnego dnia obudził mnie ojciec i krzyknął: „Olaf obudź się, widzę ziemię! ” Dotarliśmy na piaszczystą plażę, brzegi pokryte były zielenią i roślinnością. zdjąłem sieci z łodzi i złowiłem kilka ryb.

Kolejne 3 dni płynęliśmy wokół wybrzeża aż do ujścia fiordu lub ogromnej rzeki. Obróciliśmy statek w stronę ujścia i zaczęliśmy płynąć w głąb lądu. Później dowiedzieliśmy się, że rzeka nazywa się Hiddekel.

Kontynuowaliśmy pływanie w głąb lądu przez następne 10 dni, kiedy woda wreszcie znów była słodka.

Ogromne lasy leżą wzdłuż brzegów mile i mile stąd z drzewami, które były ogromne. Szacowaliśmy ich wysokość na ponad 90 metrów. Postanowiliśmy z ojcem wylądować na piaszczystej plaży i znaleźliśmy dobre smakujące orzechy, które w końcu po długim czasie naprawdę nas nasyciły.

Był wrzesień, minęło ponad 5 miesięcy od rozpoczęcia naszego rejsu ze Sztokholmu. Nagle usłyszeliśmy śpiew ludzi w oddali i za chwilę zobaczyliśmy ogromny statek pływający z Śródlądowej w naszą stronę. Ludzie na pokładzie śpiewali jednomyślnie tak, że dźwięk odbił się echem od wybrzeża do wybrzeża. Ich statek był ogromny i dziwnie zaprojektowany.

Statek się zatrzymał i na brzeg wyszedł mniejszy statek z 6 gigantycznymi ludźmi. Zaczęli mówić do nas w języku, którego nie rozumieliśmy, ale po ich zachowaniu uznaliśmy, że nie są wrogo nastawiani. Rozmawiali i śmiali się ze sobą. Kapitan statku dał nam znać, czy chcemy dołączyć do nich na pokładzie. Zgodziliśmy się z ojcem. Nie długo byliśmy na pokładzie tego mamutiego statku z naszą małą łódką.

Na statku zwanym Naz było kilkaset osób (Rozkosz w ich języku).

Każdy z tych gigantów mierzył około 4 metrów. Każdy miał krótszą pełną brodę. Mieli przyjemne i piękne jasne twarze, lekko zaczerwienione. Ich włosy i broda były czarne, piaskowe i żółte. Kapitan był nawet o głowę większy od innych. Kobiety były nieco mniejsze, kształt ciała był regularny i idealny, skóra miała idealny kolor i błyszczała zdrowiem. Wyglądali na to, że nie mają problemów medycznych ani bólu i mimo wzrostu, nic się nie stało.

Wszyscy byli bardzo mili i dobrze się pośmiali. Ciąg dalszy nastąpi z następną częścią..

334
ZRODLO ARTYKULU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *